Wiele osób, myślących o swoim pierwszym biznesie, planuje go założyć ze znajomymi lub przyjaciółmi. Na pierwszy rzut oka rozwiązanie to ma wiele plusów. Niestety tylko na pierwszy rzut oka. Praktyka bywa często inna.
Jest faktem oczywistym i bezspornym, że rozpoczynając coś nowego, wkraczając na niezbadany teren, wsparcie jest zawsze pomocne. Wiadomo, w grupie raźniej. Poza tym przecież są to nasi dobrzy znajomi. Znamy ich wiele lat. Możemy na nich polegać. Fantastycznie, gdy będziemy robić coś pożytecznego, wspólnie zarabiać i do tego świetnie się bawić.
Dodatkowo robiąc coś np. w 2 osoby, można się dzielić obowiązkami, odpowiedzialnością, kosztami….
Potencjalnie są to same zalety. Jednakże bardzo rzadko udaje się relacje przyjacielskie zamienić w dobrze funkcjonującą firmę. Zazwyczaj, prędzej lub później coś zaczyna nie grać.
Zacznijmy od początku. Typowy przykład to dwóch znajomych ze szkoły, studiów. Mają pomysł, mają czas, mają nawet zapał do pracy. Często problemem są pieniądze. Jednak zakładają, że przez jakiś czas będą w biznes inwestować swój czas, pracę, oszczędności… żeby potem czerpać zyski. Musi się udać, skoro znają się już tyle lat i mogą na sobie polegać. Mają do siebie zaufanie. Nie jedno już razem przeszli.
Start biznesu:
Kilkugodzinne spotkanie. Padają wizje przyszłych sukcesów i deklaracje wytężonej pracy. Padają też pierwsze propozycje podziału obowiązków. Ja zrobię to, ty tamto. Wszyscy zadowoleni. Następnego dnia zabierają się do pracy.
Początkowo wszystko układa się dobrze. Każda z osób wykonuje swoje obowiązki. Nagle jednak któremuś coś wypada. Musi coś załatwić. Podejmuje decyzje: na chwilę odpuszczę sobie „rozkręcanie” biznesu, żeby uporządkować swoje sprawy. Przecież wtedy będę mógł w pełni się zaangażować. A mój przyjaciel na pewno to zrozumie. Wiadomo, każdemu się zdarza. Pierwszy krok na drodze ku gorszemu.
Następuje kolejne spotkanie i zdanie relacji z efektów pracy. Jest pierwsze opóźnienie. No cóż, zdarza się. Jednej osobie to nie pasuje. Ale jak tu powiedzieć znajomemu, że zaniedbuje obowiązki, że tak to nie będzie działać. Przyjmie to zbyt osobiście i stracimy kolegę.
Prace trwają dalej. Skoro raz się udało, to i tym razem znów pewnie to zrozumie. Przecież każdemu coś może wypaść, a jest wręcz niemożliwe, żeby mnie skrytykował. Przecież nie jest moim szefem. To mój przyjaciel.













